img src="http://cookie.gazeta.pl/noScriptCookie.servlet?t=[timestamp ]" style="… "/>

Rewolucja czy skandal – nowe zasady doręczania przesyłek sądowych.

 

Nowy rok przyniósł nam nowe zasady doręczania przesyłek z sądów i prokuratur. Od 1 stycznia 2014 roku nastąpiła zmiana operatora, który dostarczy powiadomienia i wezwania skierowane do nas z ww. instytucji. 18 grudnia 2013 roku, Polska Grupa Pocztowa podpisała odpowiednią umowę ze skarbem państwa. Przypieczętowano tym likwidację monopolu Poczty Polskiej na świadczenie tego typu usług.

Wygranie przetargu przez bliżej nie znanego wcześniej, tzw. niepublicznego operatora usług pocztowych, spółkę akcyjną Polska Grupa Pocztowa działającą na rynku od 2006 roku było sporym zaskoczeniem przede wszystkim dla dotychczasowego monopolisty w tym zakresie. Oferta PGP wybrana została przez Centrum Zakupów dla Sądownictwa Instytucję Gospodarki Budżetowej powołaną do dokonywania centralnych zakupów dla jednostek sądownictwa powszechnego, ponieważ była tańsza o 84 mln zł od tej przedstawionej przez Pocztę Polską. Kontrakt z PGP podpisany został na 2 lata i opiewa na kwotę prawie 500 mln zł. Aby spełnić wszystkie wymagania stawiane oferentom, PGP musiała podpisać umowę z innym prywatnym operatorem pocztowym – firmą InPost. Dzięki temu może o sobie mówić, że świadczy usługi rzeczywiście na terenie całego kraju. To był też główny argument podnoszony w odwołaniu przez Pocztę Polską. Krajowa Izba Odwoławcza uznała jednak, że ok. 7000 placówek jakie posiadają wspólnie PGP i InPost jest wystarczającą ilością dla prawidłowego realizowania zamówienia. Ponadto KIO wskazała wyraźnie, że żaden sąd lub prokuratura nie mogą domagać się, aby dowód nadanych przesyłek poleconych wystawiany był z mocą urzędową, o której mowa w art. 17 Prawa pocztowego. Stwierdzenie to ostatecznie pogrążyło ofertę Poczty Polskiej, która mocno liczyła, że przepisy obowiązującego prawa cementują jej monopol.

Co to oznaczać będzie dla przeciętnego obywatela? Przede wszystkim sądowej przesyłki nie przyniesie nam znajomy listonosz, ale doręczyciel PGP. W przypadku, gdy nie zastanie nas w miejscu zamieszkania pozostawi tam awizo, a my będziemy musieli udać się do placówki tego operatora. I w tym właśnie momencie może pojawić się pewien problem. O ile listonosze traktowani byli jako quasi-urzędnicy państwowi, o tyle przymiotu tego nie można rozciągnąć na wszystkie osoby, od których odbierać będziemy listy z sądu. Wynika to z następującego faktu: spora część placówek PGP to różnego rodzaju pseudo-agencje, kioski i osiedlowe sklepiki. Poważne wątpliwości budzi kwestia zachowania w nich odpowiednich standardów prywatności i poufności. Oczywiście likwidacja monopoli jest korzystna, ale przyznać należy uczciwie, że przez lata Poczta Polska wypracowała pewne procedury postępowania i standardy pracy listonoszy. Każdy z nich zanim został dopuszczony do wykonywania swojego zawodu musiał przejść podstawowe badania psychologiczne oraz dostarczyć zaświadczenie o niekaralności. W zaistniałej rzeczywistości poddawanie takim badaniom pani z osiedlowego warzywniaka czy pracownika kiosku jest oczywistym absurdem.

Faktem pozostaje, że nasza urzędowa korespondencja będzie teraz przechodzić przez ręce osób pewnie bardzo uczciwych i rzetelnych, ale jednak nie zobowiązanych do spełnienia jakichkolwiek warunków formalnych. Poważne wątpliwości budzi również sam charakter placówek, w których zainteresowani odbierać będą przesyłki z sądu. Tylko część z nich to punkty obsługi interesantów PGP. Znacznie więcej to po prostu kioski „Ruch” i lokale dla których dostarczanie przesyłek sądowych stanowi bardzo uboczną działalność. Niech więc nikt nie będzie zaskoczony, gdy przyjdzie mu odebrać wezwanie do sądu czy na przesłuchanie w prokuraturze w sklepie „Przysmaki Pupila”, cukierni „Babeczka”, kwiaciarni, salonie meblowym, kantorze czy sklepie rybnym lub wędkarskim, bo i takie placówki nowy doręczyciel przesyłek sądowych deklaruje jako punkty awizacyjne. Pozostaje pytanie jak ma się do tego tzw. „powaga sądu”, której obrażenie np. nieodpowiednim strojem kosztuje kilkaset złotych.

 

Paweł Chrząszcz, PrawoDlaKazdego.pl